Rozkład jazdy … ciągnikami
Najważniejsze dla rolników
OOPR w mediach
Aktualności
Weź sprawy w swoje ręce – złóż skargę do Komisji Europejskiej!
Polscy rolnicy stoją dziś w obliczu narastającej presji administracyjnej, niesprawiedliwych przepisów i wadliwie wdrażanych systemów, które zamiast wspierać – utrudniają im życie. Głos rolnika jest dziś marginalizowany, a decyzje dotyczące przyszłości gospodarstw...
„Rolnictwo w Polsce i Rolnictwo w Unii Europejskiej, czyli o co tak naprawdę chodzi tym rolnikom, że nadal protestują”
Rolnictwo jako gałąź gospodarki i wpływ Branży Rolnej na inne sektory. Interwencjonizm Unijny w gospodarkę, w tym dotacje w Rolnictwie, czyli brać te dopłaty, czy nie? Czy ta Unia w ogóle jest nam potrzebna i czy warto w niej być? Gospodarka Unijna w tym Rolnictwo a...
„Weganizm: moda i ideologia, a potrzeby żywieniowe człowieka”
Weganizm to ideologia, która jest zradykalizowaną formą wegetarianizmu. Tak weganizm jest ideologią, bo w przeciwieństwie do zwolenników diety wegetariańskiej, gdzie poza przesłankami bioetycznymi można dopatrzyć się argumentacji zdrowotnej, to Weganie świadomie...



Rząd mówi o „nadpodaży” ziemniaków w Polsce, ale gdy spojrzymy na konkretne liczby, obraz rynku zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. W 2025 roku produkcja sięgnęła ok. 7 mln ton, podczas gdy krajowe zużycie wynosi 5,5–6 mln ton, co oznacza nadwyżkę rzędu 1–1,5 mln ton. To właśnie na tej podstawie pojawia się narracja o problemie nadprodukcji i konieczności „zagospodarowania nadwyżek”.
Tymczasem równolegle dzieje się coś, co całkowicie podważa tę opowieść. Import ziemniaków do Polski wyraźnie rośnie i to w szybkim tempie. W samym lutym 2026 roku sprowadzono aż 5 521 ton, podczas gdy miesiąc wcześniej było to zaledwie 1 389 ton. Łącznie od początku roku import osiągnął już 6,9 tys. ton. Co więcej, aż około 70% tego wolumenu pochodzi z Niemiec, skąd przyjechało 3 830 ton ziemniaków.
Nie chodzi tylko o ilości, ale też o ceny. Importowany surowiec potrafi kosztować około 0,88 zł/kg, co dodatkowo wypiera krajową produkcję. W tym samym czasie wielu polskich rolników sprzedaje ziemniaki poniżej kosztów albo w ogóle nie znajduje na nie kupców, a część towaru zalega w magazynach.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: jak można mówić o nadpodaży na rynku krajowym, skoro jednocześnie zwiększa się import ziemniaków z zagranicy? Czy rzeczywiście mamy do czynienia z nadprodukcją, czy raczej z problemem struktury rynku, przewagi handlu i braku skutecznej polityki wobec importu?
Dziś sytuacja wygląda tak, że polscy producenci mają trudności ze sprzedażą, a jednocześnie rynek jest zasilany tańszym lub po prostu wygodniejszym logistycznie towarem z zagranicy. W odpowiedzi pojawiają się propozycje działań promocyjnych, takich jak „Tydzień Polskiego Ziemniaka”, które mają zwiększyć popyt. Trudno jednak uznać to za rozwiązanie systemowego problemu.
Zamiast koncentrować się wyłącznie na narracji o nadpodaży, warto postawić pytania o realne mechanizmy rynkowe: rolę sieci handlowych, politykę importową oraz pozycję producenta w łańcuchu dostaw. Bo bez tego dalej będziemy mieli sytuację, w której rolnik produkuje, nie ma gdzie sprzedać, a rynek i tak sięga po towar z zagranicy. ... Zobacz więcejZobacz mniej
28 KomentarzeSkomentuj na Facebooku
Minister rolnictwa doskonale wie, o co chodzi w sprawie skargi do TSUE na umowę z Mercosur co jasno pokazała jego rozmowa w RMF FM z Piotrem Salakiem. Przyznał w niej wprost, że wniosek o opinię złożony przez Parlament Europejski niczego nie blokuje czyli jednak wie, jaka jest różnica i co realnie mogłoby coś zmienić. Szkoda tylko, że ta wiedza nie bardzo przekłada się na działania.
Z jednej strony słyszymy deklaracje o konieczności ochrony rolników i przetwórców, z drugiej brak realnych działań. Minister przyznaje, że wystosował pismo, ale jego ton był co najwyżej „rozważeniem możliwości”, a nie stanowczym żądaniem. Co więcej, trafiło ono do Ministerstwa Rozwoju i Technologii, a nie do kluczowego w tej sprawie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Trudno to uznać za poważną próbę zablokowania umowy chyba że za działanie „na wszelki wypadek”.
Zamiast zdecydowanej walki o interesy polskiego rolnictwa mamy ostrożność, unikanie odpowiedzialności i przerzucanie decyzji na premiera. Minister sam podkreśla, że „nie można umierać za Mercosur” tylko czy ktokolwiek w ogóle próbował o coś zawalczyć, zanim uznano, że nie warto?
W tym samym czasie pojawia się inny kierunek działań: apele do konsumentów o kupowanie polskich produktów. Tyle że to brzmi bardziej jak zastępcza polityka niż realne rozwiązanie problemów. Jeśli państwo nie radzi sobie z nadwyżkami na rynku wewnętrznym, to przerzucanie odpowiedzialności na obywateli zaczyna wyglądać jak plan minimum.
Rolnicy potrzebują konkretnych decyzji i narzędzi, a nie apeli. Potrzebują państwa, które działa, a nie tylko sugeruje, pisze pisma „do rozważenia” i liczy, że ktoś inny podejmie trudne decyzje. Bo dziś wygląda to tak, jakby zamiast twardej obrony interesów mieliśmy jedynie bardzo uprzejmą prośbę i to nie tam, gdzie trzeba. ... Zobacz więcejZobacz mniej
16 KomentarzeSkomentuj na Facebooku
Czekamy więc ..... ... Zobacz więcejZobacz mniej
0 KomentarzeSkomentuj na Facebooku
📢 Rynek mleka w Polsce. Jeden produkt, ogromne różnice i brak logiki systemu.
Coraz więcej producentów mleka zwraca uwagę na problem, który trudno racjonalnie wytłumaczyć ogromne różnice w cenach skupu oraz całkowity brak przewidywalności. W praktyce dochodzi do sytuacji, w której mleko o tych samych parametrach jakościowych, odbierane w tym samym czasie, potrafi być skupowane w cenie od około 1,20–1,60 zł za litr do nawet 2,50–3,00 zł za litr. Oznacza to różnice sięgające nawet 2 zł na litrze. Oficjalnie tłumaczy się to polityką cenową zakładów, różnicami w wolumenie czy jakości, jednak przy takiej skali rozbieżności coraz trudniej uznać to za normalne mechanizmy rynkowe, wynika z tego że jedne zakłady prowadzą politykę prorolniczą rozwijając jednocześnie firmy inne zaś żerującą na rolniku.
Rolnicy podkreślają, że problemem jest nie tylko sama wysokość cen, ale przede wszystkim brak przejrzystości i przewidywalności. System ustalania stawek jest nieczytelny, różnice często wydają się niewytłumaczalne, a stabilnych zasad współpracy po prostu brakuje. W takich warunkach trudno mówić o racjonalnym planowaniu produkcji czy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.
Największy absurd tej sytuacji widać jednak wtedy, gdy zestawi się realia produkcji z realiami rynku. Produkcja mleka to proces długoterminowy żeby jałóweczka zaczęła dawać mleko, potrzeba około dwóch lat pracy, kosztów, utrzymania i ponoszenia ryzyka. Tymczasem informację o obniżce ceny rolnik potrafi dostać SMS-em z miesiąca na miesiąc, bez zapowiedzi i bez jakiegokolwiek wpływu na tę decyzję. W ten sposób wieloletnie inwestycje i wysiłek zderzają się z nagłymi, krótkoterminowymi zmianami, które całkowicie podważają stabilność gospodarowania.
Co więcej, koszty produkcji nie stoją w miejscu. Podwyżki docierają do rolników z każdej strony. Firmy współpracujące z sektorem mlecznym, dostarczające środki do higieny doju, komponenty żywienia czy usługi, również przenoszą na rolników rosnące koszty. Nie można zapominać, że gospodarstwa mleczne to także produkcja roślinna, która ma zapewnić paszę dla zwierząt, a więc rosną ceny nasion, nawozów i środków produkcji. Dodatkowo programy, które miały przynieść ulgę, w praktyce często jej nie dają. Przykładem jest kwestia paliwa. Firmy nie patrzą na cenę brutto, więc realne koszty pozostają wysokie, a kolejne podwyżki i tak kumulują się po stronie producenta.
To właśnie stanowi sedno problemu długoterminowa produkcja została zderzona z krótkoterminową i nieprzewidywalną polityką cenową, przy jednoczesnym ciągłym wzroście kosztów. W całym łańcuchu dostaw to rolnik ponosi największe ryzyko i ciężar zmian, a jednocześnie ma najmniejszy wpływ na cenę swojego produktu. Nic więc dziwnego, że coraz częściej pojawia się pytanie, czy mamy jeszcze do czynienia z rynkiem, czy już z systemem, w którym jedni mogą się rozwijać, a inni zmuszeni są walczyć o przetrwanie. Rolnicy oczekują podstawowych zasad większej przejrzystości, bardziej porównywalnych warunków i choć minimalnej stabilności, bez której trudno mówić o jakimkolwiek rozwoju. ... Zobacz więcejZobacz mniej
1 KomentarzeSkomentuj na Facebooku
Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci żony Pawła Budzyńskiego prawdziwego kolegi, zawsze wspierającego, walczącego w słusznej sprawie, gotowego nie tylko do dobrego słowa, ale i do działania.
Dziś chcemy powiedzieć, jak bardzo nam przykro i złożyć najszczersze wyrazy współczucia. Jesteśmy z Tobą, Pawle. ... Zobacz więcejZobacz mniej
0 KomentarzeSkomentuj na Facebooku
Kolejna informacja, która pokazuje, w jakim kierunku to wszystko zmierza.
Ukraina oficjalnie wystąpiła do UE o wsparcie swojego sektora mleczarskiego nawet 160 euro dopłaty do jednej krowy.
Trudno to skomentować inaczej niż wprost: to jest absurdalne.
Unijni rolnicy zmagają się dziś z realnymi problemami: ceny skupu mleka spadły o ok. 18–22%
dopłaty dobrostanowe zostały obniżone o ok. 13%
koszty środków do produkcji (pasze, nawozy, paliwo, energia) wciąż rosną
A przed nami najdroższy okres w roku. Maj zbliża się wielkimi krokami pierwsze pokosy traw, zasiewy kukurydzy, intensywne prace polowe. To wszystko generuje ogromne nakłady finansowe, które gospodarstwa muszą ponosić tu i teraz.
I w tym samym czasie mamy napływ nabiału spoza UE oraz propozycje wsparcia dla tamtejszych producentów, którzy nie podlegają tym samym normom produkcji
nie mają takich samych wymagań środowiskowych i dobrostanowych
nie są objęci równie restrykcyjną i realną kontrolą
To tworzy skrajnie nierówne warunki konkurencji.
Z jednej strony europejski rolnik ma produkować drożej, spełniając coraz więcej wymogów. Z drugiej rynek otwierany jest dla produktów wytwarzanych taniej, bez tych samych obciążeń.
Najpierw powinno się zabezpieczyć własnych rolników i stabilność produkcji w UE dopiero potem myśleć o wsparciu innych.
Trzeba powiedzieć jasno: europejskie rolnictwo wymaga pilnego wsparcia zanim będzie za późno. ... Zobacz więcejZobacz mniej
14 KomentarzeSkomentuj na Facebooku